poranna sobotnia prasówka zaliczona (onet, PiO, poczta) czas skoczyć do piekarni po pachnące bułeczki dla żonki, niestety kwiatów nie będzie, bo łąkowe się skończyły, a kwiaciarnia dopiero od 10-tej... więc do bułeczek zostaje gorąca pachnąca kawusia ...
Uwielbiam sobotę:
nie dzwoni non stop telefon można bez przeszkód zająć się "nicnierobieniem" (czyt. sprzątnąć auto, skosić ogród, pogapić się jak sąsiad n-ty tydzień walczy z postawieniem drewutni - "nie nie sąsiedzie, dam sobie radę, nie trzeba pomocy...") na mieście nie ma korków - wszyscy albo spią, albo leczą kaca, albo zwiedzają markety pod oknem nie hałasują ścigacze (nie wiem o co chodzi, ale tylko w soboty jest spokój....) z dzieciakami jest spokój, bo tylko w sobotę mogą prawie bez ograniczeń łoić TV i konsolę (warunek posprzątane swoje pokoje)
Pozdrawiam