I nie są to jakieś duże ciężary, wolę za to wykonać więcej powtórzeń. W domu. Gdy opiekowałem się sam moją Mamą po udarach przez dwa latach, to bez martwego ciągu nie dałbym rady - psychicznie. W chorobie traktowała mnie wrogo (urojenia), fizycznie było coraz gorzej, na końcu prawie, że nosiłem ją do ubikacji, pod prysznic. Sam w domu.
Martwy ciąg wzmacnia psychikę, poprawia nastrój, resetuje umysł do dalszej pracy przy komputerze, stajesz się cały silniejszy i może zastąpić trening cardio (także w aspekcie odchudzania) - po długiej serii martwego ciągu zadyszkę mam jak po sprincie. Mam 56 lat, z wyboru jestem kawalerem (jestem jakiś inny, ale kobiety podobają mi się). Gdy zaczyna nachodzić jakaś refleksja, że prawie każdy ma rodzinę, ma kogoś, a ja nie, to po kolejnej sesji martwego ciągu (sztanga w tym samym pokoju co biurko) znowu mam wszystko gdzieś, tzn. poza martwym ciągiem, bo zastanawiam się, czy jutro zwiększyć ciężar, czy pozostać przy aktualnym, ale więcej powtórzeń wykonać.